No i już po wszystkim.
Pierwsza sesja "uwalniająca" za mną. Muszę przyznać, że długo na nią czekałam. W między czasie wydarzyło się wiele rzeczy. Głównie negatywnych, które bardzo przeszkadzają mi w powrocie do zdrowia. A przed samą sesją, chyba z tysiąc razy zastanawiałam się, jak się wywinąć.
Najpierw musiałam podpisać papiery, wypełnić ankietę - ocenić jak za każdym razem, moje samopoczucie sprzed tygodnia. Sprawa jest ciężka, bo czuję jak mój związek się sypie, widzę jak w pracy coraz trudniej jest mi się skoncentrować i jak popełniam coraz więcej błędów. Czuję jak to wydarzenie sprzed dwudziestu paru lat odbiera mi stopniowo wszystko o co walczę, nad czym pracuję, wszystko co udaje mi się w ogromnych bólach osiągnąć.
Dzisiejsza sesja trwała godzinę i pół. Opowiedziałam zarys sytuacji. Głównie to, co napisałam dwie notki temu. Było ciężko, G zadawała szczegółowe pytania. Ale i takie, o których na prawdę nigdy bym nie pomyślała! A które pomagają mi przypomnieć sobie więcej. Na przykład: "jaka to była pora dnia?", "w co byłaś ubrana?", "jakie drzewa widziałaś wokoło?".
Podczas całego spotkania zniszczyłam jej wszystkie wizytówki. Targałam je kawałek po kawałeczku, miętoliłam. Doszłyśmy do wniosku, że próbuję odciągnąć swoją uwagę od tego co mówię. Jednakże pomaga mi się też ta czynność skupić i wrócić do gabinetu. Nie mam pomysłu co w tym celu przygotować na kolejne spotkanie.
Miałam mnóstwo momentów, które "zablokowywały" mi mózg. Kiedy paraliżowałam się. Nie mogłam wrócić do teraźniejszości, kiedy utknęłam między wspomnieniami. G stwierdziła, że to normalny mechanizm, który często występuje w umyśle dziecka. Poza tym widzę jak całe moje ciało broni się przed tymi wspomnieniami. Jak odmawia mi posłuszeństwa.
No i jeszcze ten ból. Pamiętam go doskonale. Czuję go w pochwie. G kazała mi go opisać. Zrobiłam to w trzech słowach. Rozrywający, nagły, ostry. I cholerstwo nie przestaje. Do tego ból w klatce piersiowej. Strach i stres nie puszcza.
A po wszystkim poczułam się bardzo skołowana. Nie mogłam sobie poradzić z drogą powrotną do domu. Byłam też bardzo zmęczona. I nie mogę stwierdzić czy byłam smutna. Byłam po prostu bardzo zagubiona. Głównie ze swoimi wewnętrznymi uczuciami.
Moja przyjaciółka, która również jest w trakcie terapii po wykorzystywaniu seksualnym (leczy się Gestaltem), co więcej skończyła psychologię. Stwierdziła, że chyba nie tędy droga. Że chyba nie powinnam tego roztrząsać. Że to wszystko mnie zniszczy. Po tym wyznaniu moja motywacja spadła o połowę. Ona nawet po wielu miesiącach terapii, nie wyznała powodu dla którego tam przychodzi. A ja? A ja już powiedziałam totalnie obcej osobie mnóstwo szczegółów.
Nie wiem nawet czy to co robię ma sens, ale idę dalej.
Na sam koniec G zapytała mnie jakie mam dzisiaj plany. Powiedziałam, że mam wolne ale nie jestem w stanie dokonać niczego przyjemnego. Na to ona stwierdziła, że pod koniec terapii będę w stanie robić fajne rzeczy i to będzie oznaka powrotu do zdrowia. Pocieszające nie? Marzę o tym. O normalnym życiu bez bólu.
Dziennik ofiary molestowania seksualnego / gwałtu. Próba powrotu do dzieciństwa i przywołania wypartych z pamięci wspomnień przy wsparciu terapii poznawczo-behawioralnej. Diagnoza: PTSD zespół stresu pourazowego.
czwartek, 8 września 2016
sobota, 3 września 2016
List do matki
Droga mamo,
Minęło około dwudziestu lat od tamtych wydarzeń, a około ośmiu od kiedy nieśmiało przyznałam przed Tobą, że to całe zło w ogóle miało miejsce. Dzień, w którym pękło niebo.
Przez cały ten okres nie byłam gotowa stanąć przed Tobą i opowiedzieć Ci, co tak na prawdę wtedy zaszło. Wykrztusiłam z siebie jedynie drobniutkie fakty. Widziałam jak z każdym słowem rozpadasz się na coraz mniejsze kawałeczki. Wiem, że zarówno dla mnie, jak i dla Ciebie było to zbyt wiele. Pewnie dlatego uciekłaś wtedy do pracy. I to był chyba powód dla którego zamknęłam się na kolejne osiem lat. Poczułam się odrzucona. Poczułam, że zrażam do siebie najbliższych. Że Was ranię. Że to dla Was za dużo.
Wczoraj przeszłam kolejne załamanie. Cały dzień leżałam w bezruchu, bez wody i bez jedzenia. Znowu poczułam się strasznie samotna. Dlatego zadzwoniłam właśnie do Ciebie. Bo choć jesteś wiele mil stąd, to są takie chwile, kiedy czuję, że mogę zadzwonić tylko do Ciebie.
I słowa zaczęły płynąć jakby same. Początkowo bałam się, że nie zrozumiesz niektórych zachowań seksualnych. Potem bałam się, że mnie odrzucisz, że powiesz, że to niemożliwe. Wystraszyłam się też, że mnie ocenisz albo zawstydzisz. Cieszę się, że nie zrobiłaś żadnej z tych rzeczy.
Terapia chyba mi służy. Bo nigdy wcześniej nie byłam w stanie tego wszystkiego wypowiedzieć na głos. Nawet przed samą sobą. A teraz poczułam się troszeczkę lżejsza. Poczułam, że te bród powoli ze mnie spływa.
Mamo, proszę Cię tylko o to żebyś mnie nie zraniła. Proszę nie zniszcz tego wszystkiego. Nie zawstydź mnie, nie opowiedz o tym nikomu innemu. Proszę bądź silna, a jeśli sobie z tym nie radzisz poszukaj swojego własnego wsparcia. Ja nie mogę dźwigać siebie i Ciebie. Nie zniosę kolejny raz widoku Twoich łez czy raniących słów. Bądź silna dla mnie. Ja potrzebuję o tym rozmawiać, a jak na razie jesteś jedyną osobą na całym świecie, której mogę powierzyć te bolesne szczegóły.
Proszę nie zostawiaj mnie z tym na kolejne osiem lat.
Twoja mała córeczka.
Minęło około dwudziestu lat od tamtych wydarzeń, a około ośmiu od kiedy nieśmiało przyznałam przed Tobą, że to całe zło w ogóle miało miejsce. Dzień, w którym pękło niebo.
Przez cały ten okres nie byłam gotowa stanąć przed Tobą i opowiedzieć Ci, co tak na prawdę wtedy zaszło. Wykrztusiłam z siebie jedynie drobniutkie fakty. Widziałam jak z każdym słowem rozpadasz się na coraz mniejsze kawałeczki. Wiem, że zarówno dla mnie, jak i dla Ciebie było to zbyt wiele. Pewnie dlatego uciekłaś wtedy do pracy. I to był chyba powód dla którego zamknęłam się na kolejne osiem lat. Poczułam się odrzucona. Poczułam, że zrażam do siebie najbliższych. Że Was ranię. Że to dla Was za dużo.
Wczoraj przeszłam kolejne załamanie. Cały dzień leżałam w bezruchu, bez wody i bez jedzenia. Znowu poczułam się strasznie samotna. Dlatego zadzwoniłam właśnie do Ciebie. Bo choć jesteś wiele mil stąd, to są takie chwile, kiedy czuję, że mogę zadzwonić tylko do Ciebie.
I słowa zaczęły płynąć jakby same. Początkowo bałam się, że nie zrozumiesz niektórych zachowań seksualnych. Potem bałam się, że mnie odrzucisz, że powiesz, że to niemożliwe. Wystraszyłam się też, że mnie ocenisz albo zawstydzisz. Cieszę się, że nie zrobiłaś żadnej z tych rzeczy.
Terapia chyba mi służy. Bo nigdy wcześniej nie byłam w stanie tego wszystkiego wypowiedzieć na głos. Nawet przed samą sobą. A teraz poczułam się troszeczkę lżejsza. Poczułam, że te bród powoli ze mnie spływa.
Mamo, proszę Cię tylko o to żebyś mnie nie zraniła. Proszę nie zniszcz tego wszystkiego. Nie zawstydź mnie, nie opowiedz o tym nikomu innemu. Proszę bądź silna, a jeśli sobie z tym nie radzisz poszukaj swojego własnego wsparcia. Ja nie mogę dźwigać siebie i Ciebie. Nie zniosę kolejny raz widoku Twoich łez czy raniących słów. Bądź silna dla mnie. Ja potrzebuję o tym rozmawiać, a jak na razie jesteś jedyną osobą na całym świecie, której mogę powierzyć te bolesne szczegóły.
Proszę nie zostawiaj mnie z tym na kolejne osiem lat.
Twoja mała córeczka.
środa, 31 sierpnia 2016
To, co umysł zapomniał, pamięta ciało. Wspomnienie #2.1 Ból rozdziewiczania
Mam dwadzieścia siedem lat i nigdy nie byłam u ginekologa. Nie używam tamponów, chociaż bardzo bym chciała. Nie uprawiam seksu penetracyjnego mimo, że osoba z którą jestem jest bardzo czuła i bezpieczna. Przez dziesięć lat związku udało nam się to może kilka razy. I wcale tutaj nie chodzi o osobę trzecią. Sama też nie jestem w stanie się tam dotknąć.
Odkąd pamiętam "to miejsce" dla mnie nie istniało. A kiedy istniało, czułam tam ból lub przeszywający dyskomfort, który powodował zgięcie mojego ciała. Wyobraźcie sobie moment, w którym idziecie z kimś do łóżka bo tego chcecie, ale w pewnym momencie musicie wypalić: "tylko we mnie nie wchodź".
Ból jest nie tylko miejscowy. W pewnym momencie pojawiają się mdłości, ból w klatce piersiowej. Ból duszy. Jakkolwiek głupio może to brzmieć. Tak. Dusza też wtedy boli.
Myślałam, że z czasem to przejdzie. Przecież też miewam fantazje, marzę o takim seksie. Niestety jest to poza moim zasięgiem. I nie mogę w to uwierzyć, że chociaż nie jestem w stanie sobie przypomnieć wszystkiego, to moje ciało pamięta to cholerne zło, które ktoś mi wyrządził.
Wczoraj uprawiałam seks, a po wszystkim zasnęłam na chwilkę. Niestety obudziłam się z tym samym uderzeniem adrenaliny, moje oczy otwarte, ciało gotowe do obrony. I przypomniałam sobie jak powstało to uczucie.
Było tam takie pochylone drzewo. Położyli mnie na nim, nie pamiętam kto mnie rozebrał. Dużo mówili i rechotali obleśnie. Rzucali dziwne komentarze seksualne, których nie rozumiałam. Zmroziło mnie, nie krzyczałam, nie uciekałam. Milczałam w bezruchu. Któryś z nich nieumiejętnie próbował wsadzić mi penisa. Pamiętam grymas na mojej twarzy, jęki bólu i słowa "to boli". Ale dalej próbował. I to było dokładnie to samo uczucie, które odczuwam do dzisiaj.
Potem odwrócili mnie na drugą stronę. Dotykali moich pośladków, komentowali je i ocierali się o nie. Ktoś wsadzał tam penisa, nie do środka, ale między pośladki. Potem ktoś w ramach żartu uderzał swoim tyłkiem o mój śmiejąc się przy tym, używając słowa "dupczenie". To było poniżające. Do dzisiaj nienawidzę tego słowa. Bardzo trudno było mi je napisać. Nie mogłabym go wymówić. Nie jestem w stanie słuchać kiedy ktoś tak mówi o seksie, choćby w żartach. Później znowu ktoś próbował we mnie wejść. Wszyscy wydawali takie zwierzęce odgłosy.
A ja spokojnie czekałam na zakończenie. Może nawet uśmiechałam się do nich od czasu do czasu. Nie potrafiłam przyznać, że to co się dzieje nie skrzywdziło mnie. A potem, że miało miejsce. Czekałam na koniec w ciszy chociaż w środku krzyczałam.
A czy wtedy straciłam dziewictwo? Fizycznie? Nie wiem i nigdy się nie dowiedziałam. Wiem, że krew nie pojawia się zawsze, ale wtedy jej nie było. Przynajmniej jej nie pamiętam.
Odkąd pamiętam "to miejsce" dla mnie nie istniało. A kiedy istniało, czułam tam ból lub przeszywający dyskomfort, który powodował zgięcie mojego ciała. Wyobraźcie sobie moment, w którym idziecie z kimś do łóżka bo tego chcecie, ale w pewnym momencie musicie wypalić: "tylko we mnie nie wchodź".
Ból jest nie tylko miejscowy. W pewnym momencie pojawiają się mdłości, ból w klatce piersiowej. Ból duszy. Jakkolwiek głupio może to brzmieć. Tak. Dusza też wtedy boli.
Myślałam, że z czasem to przejdzie. Przecież też miewam fantazje, marzę o takim seksie. Niestety jest to poza moim zasięgiem. I nie mogę w to uwierzyć, że chociaż nie jestem w stanie sobie przypomnieć wszystkiego, to moje ciało pamięta to cholerne zło, które ktoś mi wyrządził.
Wczoraj uprawiałam seks, a po wszystkim zasnęłam na chwilkę. Niestety obudziłam się z tym samym uderzeniem adrenaliny, moje oczy otwarte, ciało gotowe do obrony. I przypomniałam sobie jak powstało to uczucie.
Było tam takie pochylone drzewo. Położyli mnie na nim, nie pamiętam kto mnie rozebrał. Dużo mówili i rechotali obleśnie. Rzucali dziwne komentarze seksualne, których nie rozumiałam. Zmroziło mnie, nie krzyczałam, nie uciekałam. Milczałam w bezruchu. Któryś z nich nieumiejętnie próbował wsadzić mi penisa. Pamiętam grymas na mojej twarzy, jęki bólu i słowa "to boli". Ale dalej próbował. I to było dokładnie to samo uczucie, które odczuwam do dzisiaj.
Potem odwrócili mnie na drugą stronę. Dotykali moich pośladków, komentowali je i ocierali się o nie. Ktoś wsadzał tam penisa, nie do środka, ale między pośladki. Potem ktoś w ramach żartu uderzał swoim tyłkiem o mój śmiejąc się przy tym, używając słowa "dupczenie". To było poniżające. Do dzisiaj nienawidzę tego słowa. Bardzo trudno było mi je napisać. Nie mogłabym go wymówić. Nie jestem w stanie słuchać kiedy ktoś tak mówi o seksie, choćby w żartach. Później znowu ktoś próbował we mnie wejść. Wszyscy wydawali takie zwierzęce odgłosy.
A ja spokojnie czekałam na zakończenie. Może nawet uśmiechałam się do nich od czasu do czasu. Nie potrafiłam przyznać, że to co się dzieje nie skrzywdziło mnie. A potem, że miało miejsce. Czekałam na koniec w ciszy chociaż w środku krzyczałam.
A czy wtedy straciłam dziewictwo? Fizycznie? Nie wiem i nigdy się nie dowiedziałam. Wiem, że krew nie pojawia się zawsze, ale wtedy jej nie było. Przynajmniej jej nie pamiętam.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Wspomnienie #2: Pierwszy raz w krzakach
Kiedyś dzieciaki biegały po dworze kiedy chciały. Rodzice przestrzegali przed ulicami i samochodami, ostrzegali, żeby za bardzo się nie umorusać, opowiadali o tym aby nie rozmawiać z obcymi. Ale wtedy nikt nie ostrzegał przed pedofilią. Bo to była pedofilia, prawda? Kiedy ja miałam około pięciu, a oni -naście lat...
Pamiętam, że przed moim blokiem była górka. Nazywaliśmy ją złowieszczo "góra śmierci". Była idealna do codziennych zabaw, w zimie do zjazdów na sankach, a tamtego jedynego lata, wiosny, a może nawet wczesnej jesieni - do toczenia opon samochodowych w dół. Musiały być tam jakieś inne dzieci, na pewno był tam K - mój starszy o rok sąsiad. I M - moja rówieśniczka. Było na prawdę zabawnie. Przeskakiwaliśmy przez te rozpędzone opony. Pamiętam, że to był jeden z ostatnich momentów kiedy czułam się normalna. Odważna, chętna do zabawy, nieodstająca od innych. Nie myślałam o tym czy zabawa mi wychodzi, czy ktoś mnie ocenia lub patrzy. Po prostu świetnie się bawiłam. Od tamtego dnia już nigdy nie poczułam się tak w pełni.
Niespodziewanie, nagle podszedł do mnie chłopak. Nie jestem pewna, ale był to chyba A. M. (wrócę do tego później). Powiedział, żebym poszła z nim za blok, tam był plac zabaw. Powiedziałam, że pójdę tylko poinformuję mamę, która co jakiś czas zerkała na mnie z okna. A. M. w tym momencie zniknął i pobiegł za blok (nie chciał żeby wiedziała z kim dokładnie poszłam?). Podeszłam pod okno i na całe gardło zawołałam mamę. Oświadczyłam, że idę się pohuśtać i że nie będzie mnie przez chwilę widać. Ale musiałam mieć chyba lepszy argument, którego być może nie pamiętam bo w końcu się zgodziła.
Przez chwilę się huśtałam, prawdopodobnie byli tam moi przyjaciele, ale nie jestem tego pewna. Potem chyba zniknęli. A tych chłopców było więcej (chyba trzech m.in. M. M. i J. P.?) i "tradycyjnie" - bo tak dzieje się najczęściej - powiedzieli: "coś ci pokażę, chodź...". Więc poszłam. Zaprowadzili mnie w krzaki. Nazywali to miejsce "bazą". W środku było przestronnie. Byłam pod wrażeniem, jak gdybym znalazła się w innym świecie. Pomyślałam, że to idealne miejsce do zabawy.
Wtedy mówili jakieś dziwne i niezrozumiałe dla mnie rzeczy o kontekście seksualnym. Było to wulgarne i włączało we mnie wyrzut adrenaliny/strachu. Rechotali przy tym na prawdę obleśnie. I wydawali dwuznaczne odgłosy.
Potem działy się rzeczy, które mój mózg nie pozwala mi napisać. Zrobię sobie przerwę. Boli mnie dusza, a ciało zaczyna drętwieć.
Pamiętam, że przed moim blokiem była górka. Nazywaliśmy ją złowieszczo "góra śmierci". Była idealna do codziennych zabaw, w zimie do zjazdów na sankach, a tamtego jedynego lata, wiosny, a może nawet wczesnej jesieni - do toczenia opon samochodowych w dół. Musiały być tam jakieś inne dzieci, na pewno był tam K - mój starszy o rok sąsiad. I M - moja rówieśniczka. Było na prawdę zabawnie. Przeskakiwaliśmy przez te rozpędzone opony. Pamiętam, że to był jeden z ostatnich momentów kiedy czułam się normalna. Odważna, chętna do zabawy, nieodstająca od innych. Nie myślałam o tym czy zabawa mi wychodzi, czy ktoś mnie ocenia lub patrzy. Po prostu świetnie się bawiłam. Od tamtego dnia już nigdy nie poczułam się tak w pełni.
Niespodziewanie, nagle podszedł do mnie chłopak. Nie jestem pewna, ale był to chyba A. M. (wrócę do tego później). Powiedział, żebym poszła z nim za blok, tam był plac zabaw. Powiedziałam, że pójdę tylko poinformuję mamę, która co jakiś czas zerkała na mnie z okna. A. M. w tym momencie zniknął i pobiegł za blok (nie chciał żeby wiedziała z kim dokładnie poszłam?). Podeszłam pod okno i na całe gardło zawołałam mamę. Oświadczyłam, że idę się pohuśtać i że nie będzie mnie przez chwilę widać. Ale musiałam mieć chyba lepszy argument, którego być może nie pamiętam bo w końcu się zgodziła.
Przez chwilę się huśtałam, prawdopodobnie byli tam moi przyjaciele, ale nie jestem tego pewna. Potem chyba zniknęli. A tych chłopców było więcej (chyba trzech m.in. M. M. i J. P.?) i "tradycyjnie" - bo tak dzieje się najczęściej - powiedzieli: "coś ci pokażę, chodź...". Więc poszłam. Zaprowadzili mnie w krzaki. Nazywali to miejsce "bazą". W środku było przestronnie. Byłam pod wrażeniem, jak gdybym znalazła się w innym świecie. Pomyślałam, że to idealne miejsce do zabawy.
Wtedy mówili jakieś dziwne i niezrozumiałe dla mnie rzeczy o kontekście seksualnym. Było to wulgarne i włączało we mnie wyrzut adrenaliny/strachu. Rechotali przy tym na prawdę obleśnie. I wydawali dwuznaczne odgłosy.
Potem działy się rzeczy, które mój mózg nie pozwala mi napisać. Zrobię sobie przerwę. Boli mnie dusza, a ciało zaczyna drętwieć.
niedziela, 21 sierpnia 2016
Opowieść o tym jak cierpię
Mój brat przyjechał mnie odwiedzić. Poszło kilka piw, język się rozwiązał. Słuchał, pocieszał. A potem nagle zasnął. Czy był tak głęboko zmęczony czy raczej tak bardzo znudzony?
Poleciały nazwiska oprawców. Tylko nazwiska bo były to nazwiska rodzin wielodzietnych. A wśród nich imiona się mieszają.
Poleciały nazwiska i imiona innych znanych mi ofiar. Bo poza nazwiskiem potrafię im też przypisać imię i twarz.
Moja połówka wczoraj powiedziała: "Dziewczyno, Ty powinnaś otworzyć się na swoją rodzinę. Wszyscy myślą, że Ty masz prześwietne życie. Że podróżujesz, masz świetną pracę, duży dom, przyjaciół, jesteś bogata, uśmiechnięta i piękna. Musisz im powiedzieć jak cierpisz..." (i w domyśle "o tym jak wczoraj powiedziałaś mi, że mnie nienawidzisz, że jestem nikim, że mam się wynosić, że mnie nie rozumiesz, że się brzydzisz, że nic nie znaczę, że chcesz umrzeć, że nie masz nikogo, że nikt cię nie rozumie".)
Powiedziałam więc, że ciepię. A wszystko to, brzmi wszech-banalnie, porównując do tego, przez co właśnie przechodzę. Na głoś wszystko brzmi mniej.
Poleciały nazwiska oprawców. Tylko nazwiska bo były to nazwiska rodzin wielodzietnych. A wśród nich imiona się mieszają.
Poleciały nazwiska i imiona innych znanych mi ofiar. Bo poza nazwiskiem potrafię im też przypisać imię i twarz.
Moja połówka wczoraj powiedziała: "Dziewczyno, Ty powinnaś otworzyć się na swoją rodzinę. Wszyscy myślą, że Ty masz prześwietne życie. Że podróżujesz, masz świetną pracę, duży dom, przyjaciół, jesteś bogata, uśmiechnięta i piękna. Musisz im powiedzieć jak cierpisz..." (i w domyśle "o tym jak wczoraj powiedziałaś mi, że mnie nienawidzisz, że jestem nikim, że mam się wynosić, że mnie nie rozumiesz, że się brzydzisz, że nic nie znaczę, że chcesz umrzeć, że nie masz nikogo, że nikt cię nie rozumie".)
Powiedziałam więc, że ciepię. A wszystko to, brzmi wszech-banalnie, porównując do tego, przez co właśnie przechodzę. Na głoś wszystko brzmi mniej.
piątek, 19 sierpnia 2016
Płacz w środku nocy
Ta noc jest na prawdę okropna. Od pewnego czasu znowu źle sypiam. Najgorsze jest to, że zasypiam w kilka minut, ale i po kilku minutach budzę się z uderzeniem adrenaliny. Serce mi wali, aż dudni w uszach.
Dzisiaj rano powinnam mieć kolejną sesję z terapeutką. Niestety z powodów zawodowych musiałam przesunąć wizytę na następny wtorek. Nie wymiguję się. Na prawdę nie dałam rady zamienić się zmianami. Dzięki temu poczułam jak bardzo brakuje mi tych wizyt. Jak bardzo potrzebuję prostej rozmowy z kimś bezpiecznym. Mam ogromną potrzebę mówienia. I słuchania odzewu, opinii, kontr-dialogu.
I tego mi dzisiaj zabrakło. W pracy przeżyłam bardzo stresujący dzień. Do domu wróciłam prawie na czworaka. Wykrzesałam jednak jeszcze trochę sił na wspólne gotowanie z moją połówką. Zjadłam pierwszy posiłek od dziesięciu godzin. I było nawet znośne. Ale potem zaczęłam pluć jadem, niekontrolowanie. A chciałam jedynie poprosić o trochę uwagi, i tej rozmowy właśnie. Jak zwykle nic z tego nie wyszło. Śpimy osobno. Bardzo mnie to zabolało, że zostałam sama. Leżałam na podłodze, płakałam jeszcze długo. A potem wyszłam z domu, jak ta nastolatka, przed siebie. Myślałam, że ktoś za mną wyjdzie, że ktoś zadzwoni. Ale byłam sama. I jestem dalej.
Coraz częściej myślę o śmierci, o takim szczęśliwym zakończeniu gdzie nie muszę już czuć tego strachu w sercu. O tym, że w końcu mogłabym spać bez tych cholernych snów, w których wracam do przeszłości. Chciałabym nie czuć tego bólu, chociaż na chwilę.
Pragnę, aby ludzie, których potencjalnie bym tym zraniła, żeby oni zrozumieli, że tak byłoby dla mnie lepiej. Że moje życie jest jedną wielką męką. Chciałabym żeby to zrozumieli i pozwolili mi odejść.
Czuję się taka samotna.
Dzisiaj rano powinnam mieć kolejną sesję z terapeutką. Niestety z powodów zawodowych musiałam przesunąć wizytę na następny wtorek. Nie wymiguję się. Na prawdę nie dałam rady zamienić się zmianami. Dzięki temu poczułam jak bardzo brakuje mi tych wizyt. Jak bardzo potrzebuję prostej rozmowy z kimś bezpiecznym. Mam ogromną potrzebę mówienia. I słuchania odzewu, opinii, kontr-dialogu.
I tego mi dzisiaj zabrakło. W pracy przeżyłam bardzo stresujący dzień. Do domu wróciłam prawie na czworaka. Wykrzesałam jednak jeszcze trochę sił na wspólne gotowanie z moją połówką. Zjadłam pierwszy posiłek od dziesięciu godzin. I było nawet znośne. Ale potem zaczęłam pluć jadem, niekontrolowanie. A chciałam jedynie poprosić o trochę uwagi, i tej rozmowy właśnie. Jak zwykle nic z tego nie wyszło. Śpimy osobno. Bardzo mnie to zabolało, że zostałam sama. Leżałam na podłodze, płakałam jeszcze długo. A potem wyszłam z domu, jak ta nastolatka, przed siebie. Myślałam, że ktoś za mną wyjdzie, że ktoś zadzwoni. Ale byłam sama. I jestem dalej.
Coraz częściej myślę o śmierci, o takim szczęśliwym zakończeniu gdzie nie muszę już czuć tego strachu w sercu. O tym, że w końcu mogłabym spać bez tych cholernych snów, w których wracam do przeszłości. Chciałabym nie czuć tego bólu, chociaż na chwilę.
Pragnę, aby ludzie, których potencjalnie bym tym zraniła, żeby oni zrozumieli, że tak byłoby dla mnie lepiej. Że moje życie jest jedną wielką męką. Chciałabym żeby to zrozumieli i pozwolili mi odejść.
Czuję się taka samotna.
wtorek, 9 sierpnia 2016
Zamarźnięcie mózgu czyli walenie głową w mur przeszłości
Brain freeze, zamarznięcie mózgu. Takie uczucie zablokowania umysłu. U mnie pojawia się najczęściej kiedy wracam wspomnieniami do przeszłości, tej złej. Za każdym razem kiedy ktoś pyta mnie o jakiś detal dotyczący wykorzystywania seksualnego, lub gdy sama od siebie staram się coś komuś wyjaśnić doświadczam tego dziwnego uczucia. Nagle jakby cofam się do przeszłości, jednak natrafiam na mur. Wszystko spowalnia, a ja nie mogę przekroczyć tej bariery. To trochę jakbym miała demona w środku, który się broni ostatkami sił przed opuszczeniem tych wrót i wpuszczeniem mnie do środka.
Do tego dochodzi nagły problem z koncentracją. Jakbym chwilowo próbowała przypomnieć sobie, a jednocześnie zapominała o całej czynności przypominania. Wtedy nie tylko cały świat, ale i ja spowalniam. Słowa, które chcę powiedzieć, moje ruchy, wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Uczucie jest okropnie niekomfortowe. Czuję, że mój umysł nie pracuje prawidłowo. Że zamarza.
Moja terapeutka twierdzi, że jest to całkowicie normalne. Że takie samo uczucie musiało mi towarzyszyć w tamtych trudnych chwilach. G. stwierdziła, że wzięło się to z tego, że dzieci mają cudowną zdolność do niedopuszczania pewnych rzeczy do świadomości. Najczęściej tego co nie są w stanie pojąć.
W końcu czuję, że na prawdę coś z tym robię, że w końcu dzięki G. sobie pomagam. Emocje, uczucia, urywki wspomnień wirują i powracają. Może już niedługo wszystko sobie przypomnę. Wszystko, co działo się z moim ciałem.
Do tego dochodzi nagły problem z koncentracją. Jakbym chwilowo próbowała przypomnieć sobie, a jednocześnie zapominała o całej czynności przypominania. Wtedy nie tylko cały świat, ale i ja spowalniam. Słowa, które chcę powiedzieć, moje ruchy, wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Uczucie jest okropnie niekomfortowe. Czuję, że mój umysł nie pracuje prawidłowo. Że zamarza.
Moja terapeutka twierdzi, że jest to całkowicie normalne. Że takie samo uczucie musiało mi towarzyszyć w tamtych trudnych chwilach. G. stwierdziła, że wzięło się to z tego, że dzieci mają cudowną zdolność do niedopuszczania pewnych rzeczy do świadomości. Najczęściej tego co nie są w stanie pojąć.
W końcu czuję, że na prawdę coś z tym robię, że w końcu dzięki G. sobie pomagam. Emocje, uczucia, urywki wspomnień wirują i powracają. Może już niedługo wszystko sobie przypomnę. Wszystko, co działo się z moim ciałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)